John Cena szczerze o zmarnowaniu potencjału Gunthera! Legenda ocenia też różnice między Vincem a Triple H’em

Na papierze zeszłoroczna dominacja Gunthera i zmuszenie do poddania samego Johna Ceny w jego pożegnalnej walce miały zacementować „Ring Generala” jako ostatecznego bosa WWE na lata. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Austriak przegrywa walki kwalifikacyjne do Money in the Bank i wdaje się w przedziwny program z Danhausenem, a fani pukają się w czoło. Co na to wszystko człowiek, który specjalnie dla niego po raz ostatni w karierze odklepał w ringu?

Najważniejsze punkty z najnowszego wywiadu Ceny:

  • Czy WWE marnuje Gunthera? Goszcząc w audycji Busted Open, lider Cenation otwarcie odniósł się do narzekań internautów. Cena przyznał, że z obecnej perspektywy fani mogą mieć rację, ale szybko dodał, że nie ma dostępu do spotkań kreatywnych na najwyższym szczeblu. Jak sam stwierdził: „Nie wiem, co łączą na tablicy. Może po prostu go schładzają? Może zdejmują go z telewizji przed czymś większym?”.
  • „Zrobiłem swoje”: Komentując kontrowersyjną decyzję o swoim uśmiechniętym odklepaniu na zeszłorocznym Saturday Night’s Main Event, Cena po raz kolejny stanął w jej obronie. Zaznaczył, że jego głównym zadaniem było uwiarygodnienie Gunthera jako potwora i przekazanie mu maksimum rozpędu. To, jak kreatywni postanowili wykorzystać ten kapitał później, było już całkowicie poza jego kontrolą.
  • Vince McMahon vs Triple H: Cena został poproszony również o wytypowanie zwycięzcy nadchodzącej walki o World Heavyweight Championship pomiędzy Romanem Reignsem a LA Knightem. Choć dyplomatycznie stwierdził, że statystyki przemawiają za Reignsem, pokusił się o bardzo ciekawą analizę różnic w zarządzaniu federacją. Zauważył, że Vince McMahon sztywno i uparcie trzymał się swoich wizji. Z kolei Triple H ma niezwykle otwarty umysł i natychmiastowo reaguje na głos tłumu. Według Ceny, jeśli zarząd miałby w ostatniej chwili zmienić zdanie pod wpływem reakcji fanów na arenie, to właśnie w obecnej erze jest to jak najbardziej możliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *